sobota, 11 stycznia 2014

W stronę Sali Samobójców...

   Wszyscy daleko od siebie mieszkamy... Cienie nasze w sercu nosimy i żyletkami się bawimy bo lubimy co ostre... Czernią ciało okrywamy ,a do tego jakimś kolorem się zabawiamy, za smakiem stali przepadamy więc sobie trochę jej w ciało wbijamy... Twarze pod czarną chustą skrywamy a na skórze mamy rany wydziergane przez nieszczęśliwej miłości znamię... My wszyscy się nie znamy ale w jedną stronę podążamy, osobno wiele nie zdziałamy a łącznie miasta przesuwamy... Jesteśmy ,kim jesteśmy i nie odpuszczamy puki do sali samobójców się nie zawitamy...