Pamiętam te
spokojne chwile gdy przez polane przechodziłem, gdy pięknem chwil zachwycałem
się... Leżałem całe dnie i w niebo czyste wpatrzony spoczywałem, ukojony i
rozmarzony o szczęśliwej przyszłości .... A teraz w czarną noc tą leże na ziemi
lodowatej w kałuży krwi swej... Spoglądam na oprawcę mego odchodząc już ze
świata tego okrutnego... Pytanie się w duchy mym rodzi czy to słowo to koniec
mój rodzi?... Umieram... Umieram... Umier... Serce stanęło, me krew nie płynie
a jednak widzę, a jednak słyszę... Co się dzieję? W ciele mym ogień płynąć
zaczyna... Serce znów bije jak opętane, krew się nie leje a wrze, a z bólu
zaraz oszaleje... Znów Śmierć zabawiać się chce, znów szpony jej dorwały
Mnie... A Ja rozszarpie Ją ! Wstaje już, powstrzymać się nie mogę... Litości nie
okaże i na śmierć oparwcę skarze, do piekielnej czeluści ciało podrzucę a dusze
skarze na katusze !
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz